Aktualności

15.10.2011

Pierwsza wygrana w tym sezonie drużyny siatkarzy MOS Wola w II lidze mężczyzn

Drugoligowa drużyna siatkarzy MOS Wola wygrała pierwszy mecz w tym sezonie. Po trzech porażkach siatkarze MOS Wola pokonali w hali przy Rogalińskiej zespół Wilgi Garwolin 3:2, po trwającym ponad dwie godziny meczu.

  • MOS Wola - Wilga Garwolin. Atakuje Arkadiusz Żakieta.
    MOS Wola - Wilga Garwolin. Atakuje Arkadiusz Żakieta.
  • Atakuje z prawego skrzydła Mateusz Gluz.
    Atakuje z prawego skrzydła Mateusz Gluz.
  • MOS Wola - Wilga Garwolin 3:2. Atak drużyny z Garwolina.Zbija Barnaba Grzelecki (nr 6).
    MOS Wola - Wilga Garwolin 3:2. Atak drużyny z Garwolina.Zbija Barnaba Grzelecki (nr 6).

 

MOS Wola Warszawa - Wilga Garwolin 3:2 (19:25)(25:21)(24:26)(25:23)(15:9)

MOS Wola: Kaczmarek, Jadacki, Sutyniec, Poinc, Wasilewski, Bartczak, Linka (libero) oraz Gluz, Makowski, Żakieta.

Wilga Garwolin: Żuber,Żyłkowski, Grzelecki, Szyćko, Hajbowicz, Kruk, Gałkowski (libero)oraz Rosłaniec, Wilk,

Oto relacja z meczu, którą zaprezentowała na stronie portalu Strefa Siatkówki red. Michalina Tarkowska:

"Pierwsze akcje meczu między MOS-em Wola a Wilgą Garwolin zapowiadały długie i wyrównane spotkanie. Obie ekipy w początkowej fazie premierowej odsłony pojedynku walczyły ze sobą punkt za punkt. Z minimalną przewagą na pierwszą przerwę techniczną, po znakomitym ataku Leszka Jadackiego, schodzili gospodarze. Po powrocie na parkiet jednakże goście zabrali się za odrabianie strat, po czym szybko wyszli na dwupunktowe prowadzenie (10:8). Zmusiło to trenera Wójcika do poproszenia o przerwę. Nie przyniosła ona jednak spodziewanego efektu, stołeczni siatkarze coraz gorzej radzili sobie w elemencie ataku, często byli podbijani przez przyjezdnych. Gospodarze prezentowali także dużą nieporadność w szeregach obronnych. W końcówce seta dwukrotnie pomylili się także goście, lecz nie przeszkodziło im to zakończyć seta efektownym blokiem (25:19).

Drugą odsłonę pojedynku lepiej rozpoczęli gospodarze. Zdobyli oni pierwszy punkt po efektownym ataku Doriana Poinca. Jeszcze przez kilka akcji miejscowi utrzymywali przewagę punktową nad rywalami, lecz, podobnie jak miało to miejsce w poprzedniej odsłonie, goście szybko wzięli się za odrabianie strat. Dobra dyspozycja atakującego Wilgi pozwoliła siatkarzom z Garwolina objąć czteropunktowe prowadzenie nad warszawianami (13:9). Wówczas do głosu ponownie doszli gospodarze spotkania. Znakomicie spisywał się przede wszystkim Alan Wasilewski, którego dwa punktowe bloki pozwoliły podopiecznym trenera Wójcika na zniwelowanie strat (15:15). W kolejnej akcji asem serwisowym popisał się Poinc, dzięki czemu jego drużyna miała jedno „oczko" przewagi nad garwolinianami. Warszawianie z czasem stale powiększali ową przewagę, z czym nie potrafili sobie poradzić podopieczni Jakuba Sokołowskiego. Partię zakończył świetny atak Żakiety (25:21).

Partię numer trzy, podobnie jak i poprzednią, lepiej otworzyli warszawianie. Kontynuowali oni swą dobrą passę w elemencie bloku, dodatkowo wzorowo na zagrywce spisywali się Wasilewski oraz Jadacki. Swoje „trzy grosze" dorzucili także Poinc i Żakieta, którzy „trzymali" atak drużyny. Garwolinianie niewiele mogli poradzić na taką grę MOS-u, tym bardziej, że sami mieli kłopoty ze skończeniem własnych akcji i przez większą część seta musieli „gonić" wynik. Z czasem jednak goście opanowali sytuację i po kilku dobrych akcjach atakującego Wilgi wyszli na jednopunktowe prowadzenie (20:19). Na boisku rozgorzała zacięta walka. Gospodarze wciąż bardzo dobrze radzili sobie na siatce - dwukrotnie popisali się punktowym blokiem, najpierw na garwolińskim przyjmującym a później atakującym, co sprawiło, iż mieli piłkę setową (24:23). Ostatnie akcje należały jednak do gości, którzy najpierw skończyli przechodzącą piłkę a później zablokowali atak Poinca (26:24).

Dwie punktowe zagrywki rozgrywającego Wilgi otworzyły czwartego seta. Podopieczni trenera Sokołowskiego utrzymywali takie prowadzenie do stanu 5:3, kiedy to atakujący Garwolina posłał piłkę w aut a następnie dwublokiem popisali się Wasilewski i Poinc (5:5). Od tej pory obie ekipy prowadziły walkę punkt za punkt. Goście, po kilku efektownych atakach, ponownie wypracowali sobie przewagę (12:9), lecz warszawianie szybko ją zniwelowali, a następnie odskoczyli na cztery „oczka" za sprawą wzorowo funkcjonującego w ich szeregach bloku (21:17). Garwolinianie próbowali jeszcze ratować sytuację i rozstrzygnąć losy czwartej odsłony, a zarazem całego meczu na swoją korzyść, lecz bez skutku. Partię zakończyła kontra w wykonaniu Mateusza Gluza (25:23).

Piątą odsłonę meczu z wysokiego C rozpoczęli podopieczni trenera Wójcika. Warszawianie popisywali się świetnymi zagrywkami, atakami oraz blokami, na które recepty nie potrafili znaleźć garwolinianie. Wszystko to przełożyło się na trzypunktowe prowadzenie gospodarzy przy zmianie stron. Po dokonaniu tej przepisowej czynności, znakomitym atakiem po skosie popisał się przyjmujący Wilgi, a asa serwisowego dołożył jeszcze środkowy (8:7). Gospodarze nie pozwolili jednak rozegrać się podopiecznym trenera Sokołowskiego. Końcówka tie-breaka należała do Arkadiusza Żakiety, który najpierw zapunktował w elemencie ataku, po czym posłał dwie potężne zagrywki, których garwolinianie nie potrafili przyjąć (15:9).

- Mecz miał tak naprawdę dwa oblicza. Jego początek to była nasza dobra gra przeplatana chwilami słabości. Tak naprawdę przegraliśmy na własne życzenie, ponieważ, jak uważam, drużyna MOS-u była dziś słabo dysponowana. Mogliśmy to spotkanie wygrać nawet za trzy punkty. Niestety, prawda jest taka, że trenujemy zaledwie dwa razy w tygodniu i brakuje nam dobrego przygotowania. MOS zasłużył na zwycięstwo, psychicznie był lepiej przygotowany do pojedynku - podsumował spotkanie trener Wilgi Garwolin, Jakub Sokołowski.

- Wygrana z Wilgą Garwolin była naszym pierwszym zwycięstwem w lidze. Niestety nie za trzy punkty, ale mam nadzieję, że się w końcu rozegramy - mówił „na gorąco" po spotkaniu trener MOS-u Wola, Krzysztof Wójcik. Jego ekipa pokonała rywali z Garwolina w tie-breaku, lecz miała swoje szanse, by zwyciężyć całe spotkanie za trzy „oczka". - Mieliśmy dziś szanse na zainkasowanie całej puli punktów, podobnie jak i tydzień temu. Niestety, musimy jeszcze trochę poczekać. Cały czas mamy małe problemy, nie możemy zagrać żadnego meczu od początku sezonu w podstawowym składzie. Trzy kolejki graliśmy bez podstawowego rozgrywającego, dziś graliśmy bez naszego najlepszego zawodnika, Witolda Pawlewicza, który nie trenował z nami od poniedziałku. Jest chory, bierze antybiotyki, nie było szans, by dziś nam pomógł. Czekamy aż wszyscy będą w stanie grać, wtedy zaprezentujemy w pełni swoje możliwości - zapowiedział szkoleniowiec stołecznej ekipy. Siatkarze MOS-u Wola w całym pojedynku znakomicie czytali intencje rywali, dzięki czemu wielokrotnie ustawiali punktowy bądź pasywny blok. - Jestem bardzo zadowolony z gry chłopaków w elemencie bloku. Byliśmy dobrze przygotowani taktycznie do tego spotkania, mieliśmy zespół z Garwolina nieźle rozpracowany. Moi zawodnicy wiedzieli, co mają robić, na czym się koncentrować. To zaprocentowało i przełożyło się na dużą ilość punktów zdobytych blokiem - zakończył trener Wójcik.

Drukuj
PDF
Powiadom
Powrót

Komentarz (1)

Dodaj komentarz
  • najlepszym zawodnikiem spotkania byl oczywiscie arek zakieta... jesli ktos mysli inaczej to chetnie wyslucham waszych opinni..... to co on robil ..to jest naprawde na dobrym poziomie gry w siatke... a jeszcze skonczyl dwoma asami... jest koles dobry
    BOY
    2011/10/15 22:21