Aktualności

28.12.2009

40 lat pracy Krzysztofa Zimnickiego w siatkówce młodzieżowej.

Krzysztof Zimnicki, dyrektor MOS Wola , prezes klubu UMKS MOS Wola, trener - wychowawca młodzieży i menedżer - obchodzi jubileusz 40 lat pracy w siatkówce młodzieżowej. Z tej okazji poprosiliśmy o rozmowę.

  • Krzysztof Zimnicki
    Krzysztof Zimnicki

 

Krzysztof Zimnicki , dyrektor MOS Wola Warszawa  -  jednego z największych ośrodków siatkówki w Polsce, prezes klubu UMKS MOS Wola, trener i menedżer -  obchodzi jubileusz 40 lat pracy w siatkówce młodzieżowej. Z tej okazji poprosiliśmy o rozmowę.

 Od 40 lat pracuje Pan w siatkówce młodzieżowej.  Jak to się zaczęło ?

Rzeczywiście pracę rozpocząłem jesienią 1969 roku jako nauczyciel wf w szkole podstawowej na Grochowie w Warszawie  i  jednocześnie jako szkoleniowiec w sekcji siatkówki  w klubie sportowym Orzeł Warszawa. I przez te 40 lat robię to samo, czyli pracuję w siatkówce młodzieżowej, kolejno w kilku klubach warszawskich.

Czy Pan sam grał w siatkówkę ?

Siatkówką „zaraził”  mnie mój nauczyciel wychowania fizycznego w XLIV Liceum Ogólnokształcącym  im. A. Dobiszewskiego w Warszawie ,  pan Ryszard Sierszulski , reprezentant Polski, który grał w Legii i  jednocześnie dla Legii prowadził grupę chłopaków, która grała w warszawskich rozgrywkach juniorskich. Grałem jako rozgrywający, ale nie miałem odpowiednich warunków fizycznych, długo walczyłem z przewlekłą kontuzją , przerwałem grę i postanowiłem  sprawdzić się jako szkoleniowiec.

I pracuje Pan z sukcesami z młodzieżą . Co Pana tak długo trzyma w tej pracy i  czy pracował Pan także z zespołami seniorskimi ?

Nie , nie pracowałem z seniorami, przez cały okres  pracy szkolę młodzież. Nawet kiedy prowadziłem mój zespół MOS –u Wola , który grał  w II lidze mężczyzn, to składał się on wyłącznie z juniorów, a oparty był na moich mistrzach Polski kadetów. Pracuję z młodzieżą, bo po prostu kocham siatkówkę, kocham młodzież i jestem wyznawcą zasady, iż aby coś robić bardzo dobrze, to trzeba to kochać. Praca ma sprawiać radość.

Przez cały czas pracuje Pan w siatkówce warszawskiej, w młodzieżowych klubach siatkarskich. Pana drużyny zdobywały  medale mistrzostw Polski dla trzech słynących ze szkolenia młodzieży klubów ze stolicy:  MDK, Metra i MOS Wola, prowadził Pan reprezentacje Warszawy, które wygrywały Turnieje Nadziei Olimpijskich, wychował Pan wielu świetnych siatkarzy.  Czy uważa Pan, że istnieje tzw. „warszawska szkoła siatkówki” ?

Proszę  Pani, nie wiem czy można to nazwać warszawską szkołą siatkówki, ale powiem, że  na pewno z tych trzech najsłynniejszych klubów warszawskich szkolących młodzież wyszło wielu doskonałych siatkarzy i mało który okręg w Polsce może poszczycić się tak świetną efektywnością  pracy z młodzieżą.  A o efektach tej pracy  może świadczyć fakt, iż  choćby tylko w tym sezonie 2009-2010, aż  40 absolwentów MOS Wola, Metra  i MDK  gra w zespołach Plus Ligi i pierwszej ligi w Polsce oraz dodatkowo jeszcze  kilku , np. Zagumny, Bartman, Peciakowski, J. Łomacz  gra w ligach zagranicznych. To chyba o czymś świadczy.

Żartując można powiedzieć, że kluby ligowe powinny wręcz postawić pomniki  kilku trenerom  pracującym z młodzieżą w Warszawie, bo to oni wyszkolili siatkarzy z których można by stworzyć kilka bardzo dobrych  drużyn ligowych. Ludzie , którzy wychowali  tak wielu dobrych  siatkarzy wywodzą się z jednego pnia, czyli z popularnego warszawskiego Emdeku, który miał siedzibę w YMCA na ul. Konopnickiej.

W MDK do dziś, choć nie ma już tej siedziby,  pracuje Wojciech Góra, wychowawca wielu świetnych siatkarzy . Tam  uczył się grania w siatkówkę i trenerskiego fachu Dariusz Kopaniak, założyciel  i trener klubu Metro, tam w MDK uczył się grać w siatkówkę  świetny trener  naszego klubu, MOS-u Wola - Krzysztof Felczak.  Ja też przez  12 lat pracowałem i zdobywałem doświadczenie w Emdeku i  to w latach największej świetności tego klubu, kiedy przez kilkanaście lat MDK nie schodził z podium  młodzieżowych mistrzostw Polski.  Ja byłem też współzałożycielem klubu Metro na Ursynowie.

To proszę powiedzieć dlaczego , skoro w Warszawie  wychowuje się tylu znakomitych siatkarzy, od bardzo długiego czasu  stolica nie może doczekać się solidnej, czołowej drużyny w ekstraklasie, która by walczyła o medale w Plus Lidze czy grała w Lidze Mistrzów ?

Proszę  Pani, to bardzo dobre pytanie, ale odpowiedź nie jest łatwa. Problem jest złożony. Jest kilka wątków w tej sprawie. Na pewno brak jest zainteresowania władz  administracyjnych i sportowych stolicy, aby powstała taka drużyna. W Warszawie wyjątkowo trudno o sponsorów dla sportu. Aby powstała  silna  drużyna  w stolicy, Warszawa powinna mieć grupę prężnych działaczy, menedżerów , którzy by chcieli, powtarzam chcieli - stworzyć taki zespół. W stolicy są świetni  działacze, którzy sobie bardzo dobrze radzą  jako menedżerowie,  jak choćby pan prezes PZPS  Mirosław Przedpełski, szefowie Plus Ligi mężczyzn i kobiet , panowie Artur Popko i Jacek Kasprzyk, prezes Mazowiecko-Warszawskiego Związku Siatkówki i jednocześnie menedżer reprezentacji Polski mężczyzn, pan Witold Roman. Wszyscy oni reprezentują  Warszawę w PZPS.

Jak pani widzi to kwiat polskich działaczy siatkarskich. Działając w PZPS  sprawdzają się bardzo dobrze, świetnie organizują rozgrywki Plus Ligi, Ligę Światową itd. Proszę więc  nie mnie, a ich zapytać dlaczego tak niewiele lub nic nie robią dla warszawskiej siatkówki, ani tej seniorskiej,  ani młodzieżowej.

No właśnie, ostatnio wiele się słyszy dyskusji o  problemie szkolenia siatkarskiej młodzieży w Polsce. Co Pan sądzi  o systemie szkolenia młodzieży ?

W zakresie szkolenia młodzieży trudno mówić  w naszym kraju o systemie . Wszystko opiera się na pracy  niedużej grupy pasjonatów siatkówki, którzy za marne pieniądze , albo wręcz za darmo szkolą młodzież, pracują w bardzo złych warunkach, ciągle walczą z biedą, muszą załatwiać wszystkie sprawy związane z prowadzeniem grupy dzieci czy młodzieży, skazani  są przez to , że pracują  z młodzieżą, na ocenianie ich pracy przez najsłabszych sędziów, itd., ale właśnie ci pasjonaci świetnie szkolą polską młodzież i dostarczają ciągle bardzo dobrych graczy do zespołów ligowych.  Są niemiłosiernie wykorzystywani przez PZPS i kluby ligowe i na ich barkach opiera się rozwój i siła polskiej siatkówki.  Ale jest coraz mniej tych pasjonatów.

Pracuję od 40 lat w siatkówce młodzieżowej i muszę stwierdzić , z przykrością, że obecne władze polskiej siatkówki  bardzo niewiele robią aby to poprawić , a niektóre działania , lub inaczej -  brak jakichkolwiek działań  - bardzo irytują środowisko ludzi pracujących w siatkówce młodzieżowej.

A co Pan by zmienił w polskiej siatkówce młodzieżowej, gdyby to od Pana zależało ?

Nie będę oryginalny , bo powiem to, o czym od lat się mówi, ale jest to przysłowiowe rzucanie grochem  o ścianę i nikogo we władzach siatkówki to nie obchodzi. A zmian dokonałbym bardzo wiele.

Na pewno bym zmienił skostniały, niesprawiedliwy system rozgrywek młodzieżowych, natychmiast bym wprowadził przepisy gry w mini siatkówkę, bo ich po prostu nie ma, a wie pani jak trudno uczestniczyć  w grze, w której nie ma jasnych zasad i ustalonych szczegółowych przepisów gry. Uważam, że czołowe sekcje dobrze szkolące młodzież , powinny być dofinansowane przez PZPS, aby zajęły się bardziej szkoleniem, niż zdobywaniem pieniędzy na szkolenie, aby szkoliły efektywniej w dobrych warunkach.

Uważam, że wychowanie zawodnika czy zawodniczki do Plus Ligi i do reprezentacji Polski powinno być nagradzane jak za wykonanie bardzo dobrej pracy, bardzo dobrego dzieła. Po prostu za zawodnikiem powinna iść karta zawodnicza z wpisami , kto go uczył siatkówki w każdym sezonie i kiedy dochodzi do PLUS Ligi to nagradza się, proporcjonalnie do lat szkolenia – wszystkich , którzy przyczynili się do jego rozwoju. Bo wykonali świetną robotę, wychowali zawodnika ekstraklasy albo  reprezentanta Polski.

 Już kiedyś mówiłem, że trenerzy siatkówki młodzieżowej to poszukiwacze diamentów i  wytwórcy brylantów siatkarskich , zaś potem trenerzy drużyn ligowych to jubilerzy, którzy tylko wyczyszczą i dobrze wyeksponują  gotowy produkt.

W siatkówce młodzieżowej trener powinien być nagradzany za produkt finalny, czyli za wychowanie reprezentanta Polski lub zawodnika  gotowego do ekstraklasy i powinien być nagradzany godziwie, a aktualne „przepisy” po prostu  są tak skonstruowane , by wyrwać za darmo najzdolniejszą młodzież od sekcji młodzieżowych.  A  stosowanie przepisu  o  „klubie macierzystym”,  wyjętego ze sportu  zawodowego  według tzw. prawa Bosmana ,  w siatkówce dzieci i młodzieży, kiedy dzieciak  np. po mini siatkówce zmienia UKS przy szkole podstawowej na inny klub i to jest  według  obowiązujących  przepisów ten tzw. „pierwszy transfer” i mimo, że inne kluby młodzieżowe szkolą dzieciaka przez następne  siedem lat,   kluby ligowe mogą przejąć gotowego siatkarza za darmo (bo rzekomo  już się odbył pierwszy transfer)   – to kuriozum na skalę światową. Dla każdego zdrowo myślącego,  pierwszy transfer to przejście z siatkówki młodzieżowej, amatorskiej  do sportu profesjonalnego.

Powinno być więcej szkół mistrzostwa sportowego, bo konkurencja, rywalizacja między nimi  doprowadzi do postępu, bo szkoła będzie bliżej domu wychowanków, bo w obecnym czasie jest koniunktura na siatkówkę i trzeba to wykorzystać, aby objąć szkoleniem jak najwięcej młodzieży. Obecnie  po sukcesach polskiej siatkówki nie wolno zaprzepaścić tej popularności . Kiedyś po mistrzostwie świata i złotym medalu olimpijskim w Montrealu drużyny Huberta Wagnera,  przez kilkadziesiąt lat żaden z mistrzów świata czy olimpiady nie trenował polskiej młodzieży siatkarskiej i na następny medal w imprezie światowej musieliśmy czekać tak długo, bo nie wykorzystano należycie tamtych sukcesów.
Brakuje bardzo strony internetowej o siatkówce młodzieżowej, prowadzonej przez PZPS.

Nigdy nie będzie dobrze, jeśli w tzw. Wydziale Młodzieży  PZPS nie będzie ludzi  wybranych przez swoje środowisko, znających się na rzeczy i cenionych przez środowisko. Dlaczego sędziowie wybierają swojego przewodniczącego Wydziału Sędziowskiego, dlaczego trenerzy ligowi wybierają swojego Szefa Wydziału Szkolenia ? A dlaczego trenerzy siatkówki młodzieżowej nie wybierają swoich przedstawicieli do Wydziału Młodzieży PZPS ?

Bo bardzo często do Wydziału Młodzieży władze PZPS „upychały” swoich działaczy, którzy się do niczego nie nadawali, a trzeba było ich „nagrodzić” za oddane głosy i  jakoś zagospodarować,  więc kierowano ich do  Wydziału  Młodzieży, bo tam i tak nic się nie dzieje. A dla dobrego wizerunku  tzw. Wydziału Młodzieży dodawało się trenera ligowego o znanym nazwisku, mimo że w życiu nie pracował z młodzieżą i nie znał tej problematyki. I dlatego  ten Wydział i sam PZPS ma bardzo złą sławę w środowisku siatkówki   młodzieżowej.
Porażające są dysproporcje w płacach trenerów ligowych i trenerów pracujących z młodzieżą, różnice w warunkach pracy. Dlaczego,  często lepszy fachowiec, który wybrał pracę z młodzieżą, zarabia kilkanaście razy mniej niż jego kolega pracujący z zespołem ligowym ?

Zbyt  kosztowne jest uczestnictwo  drużyn młodzieżowych w rozgrywkach sportowych organizowanych przez Okręgowe Związki Siatkówki  i PZPS. Nie może być tak, że awans zespołu młodzieżowego do elity najlepszych w kraju  jest karą dla klubu , a nie nagrodą za dobrą pracę i rujnuje skromne budżety klubów  i sekcji młodzieżowych.

Brałem niedawno udział w Dniach Marketingu Sportowego dla menedżerów sportu  i dowiedziałem się, że np. w niemieckiej Bundeslidze, w różnych grach zespołowych,  każdy klub musi 15% swojego budżetu przeznaczyć na szkolenie młodzieży i z tego się rozliczyć. A u nas istnieje sporo klubów ligowych , które mają 10-12 zawodników w całej sekcji  i wcale nie szkolą, ani nie wspomagają szkolenia młodzieży. A wie Pani  jak byłoby wspaniale gdyby 15% budżetu Plus Ligi trafiało na szkolenie polskiej młodzieży ?

Ale po co się denerwować i  mówić o niemiłych rzeczach. W roku swojego jubileuszu jestem zadowolony z osiągnięć moich wychowanków, jest mi miło, że wielu z nich  pamięta o mnie po latach. Jestem zadowolony , że prowadzę duży, znaczący  klub siatkówki młodzieżowej  i przynosi mi to radość i satysfakcję.

Proszę powiedzieć o swoich najsłynniejszych wychowankach.

Na pewno najsłynniejsi  to zawodnicy pierwszej reprezentacji Polski czy zawodnicy ekstraklasy. U mnie trenowali  w początkach swojej kariery m.in. bracia Nalazkowie, Andrzej Szewiński, Bartosz Bachorski, Paweł Zagumny, Paweł Papke, Arkadiusz Gołaś, Fabian Drzyzga , Michał Peciakowski, Bartosz Gawryszewski  i wielu innych znanych siatkarzy ligowych.

Kierowany przez Pana MOS Wola Warszawa uchodzi za jeden z najlepiej zorganizowanych  ośrodków młodzieżowych w Polsce. Klub ma w dorobku 27 medali w młodzieżowych mistrzostwach Polski. To musi robić wrażenie.

Przez bardzo wiele lat mojej kariery zawodowej musiałem borykać się z trudnymi warunkami pracy, musiałem  nie tylko zajmować się szkoleniem, ale przede wszystkim  zabiegać o wiele różnych spraw,   nie związanych bezpośrednio ze szkoleniem. Więc teraz,  kiedy ja  jestem decydentem w ośrodku młodzieżowym, to robię wszystko co w mojej mocy, aby stworzyć jak najlepsze warunki rozwoju dla młodzieży i  jak najlepsze warunki pracy dla szkoleniowców. I parę spraw udało się u nas w MOS-ie Wola dobrze poukładać.

Jestem dumny, że nasz ośrodek jest coraz lepiej wyposażony, że udaje się nam prowadzić wszystkie roczniki od 10 roku życia do końca wieku juniora w kategorii dziewcząt i chłopców, że  mamy coraz lepszą bazę treningową, że wiele spraw w klubie młodzieżowym wygląda tak dobrze jak w klubach ligowych, a w niektórych  przypadkach  nawet lepiej niż w tzw. siatkówce profesjonalnej. Cieszę się, że nasi absolwenci , jak śp Arek Gołaś, Zbyszek Bartman, Grzesiu Łomacz , Fabian Drzyzga trafiają do reprezentacji  Polski i do czołowych klubów ligowych, bo to świadczy o dobrej pracy i zachęca do dalszych działań.

Zadowolony jestem z opinii wielu trenerów i działaczy, że nasze międzynarodowe turnieje WOLA-CUP,  których były już 23. edycje, są chwalone za dobrą organizację i uważane za jedne z najlepszych w Europie. Mamy stałych bywalców, kluby , a nawet reprezentacje narodowe  z Niemiec, Austrii, Włoch, Słowacji, Czech, Szwecji, Litwy, Ukrainy.

W MOS Wola trenuje siatkówkę ponad 500 dziewcząt i chłopców, oczywiście nie wyłącznie na najwyższym poziomie, ale my jako  placówka  oświatowa, a nie tylko klub sportowy,  mamy obowiązek także zagospodarować młodzież nie tylko wyjątkowo uzdolnioną sportowo ,ale także tę pozostałą . Mamy więc kilka grup mistrzostwa sportowego, ale także grupy mniej zaawansowane i grupy początkujących. Szkolimy tak szeroko dla dzielnicy Warszawa Wola, bo władze dzielnicy bardzo wspomagają działania naszego ośrodka.

Czego Panu życzyć  i jakie ma Pan jeszcze marzenia ?

Myślę, że bardzo ważne są  marzenia, bo to dodaje wiary i chęci do dalszego działania. W roku 2010 będziemy obchodzili dwa jubileusze:  45 lat MOS Wola i 30 lat młodzieżowego klubu sportowego przy MOS Wola. Marzy mi się możny sponsor, dzięki któremu  nasi najzdolniejsi wychowankowie mogliby grać w II lidze, dla lepszego ich rozwoju siatkarskiego, a na to nam brakuje pieniędzy i  w tym sezonie byliśmy zmuszeni - z bolącym sercem - oddać miejsce w drugiej lidze. Organizacyjnie stać nas nawet na pierwszą ligę, ale brakuje na to środków finansowych.

Oczywiście chciałbym , by jak najwięcej zdolnej młodzieży  zgłaszało się do naszego ośrodka oraz by trafiali do nas młodzi szkoleniowcy, którzy kochają siatkówkę i chcą osiągnąć mistrzostwo w tym zawodzie, bo uważam, że  początkujący trener musi popracować z młodzieżą, aby się rozwijał i aby został kompletnym fachowcem.

A na koniec proszę mi życzyć zdrowia, abym mógł dalej działać w siatkówce młodzieżowej.

Życzę  więc  Panu dużo zdrowia , dalszej aktywności dla dobra siatkówki  i wiele radości z  sukcesów  młodzieży  MOS Wola. Dziękuję  serdecznie za rozmowę.

 

Rozmawiała: Paulina Sipak

Drukuj
PDF
Powiadom
Powrót

Komentarz (0)

Dodaj komentarz
  • Brak komentarzy